poniedziałek, 11 maja 2015

Rozdział Dwunasty

Liam
- Julie, bardzo Cię przepraszam, ale nie wiedziałem, że wróci akurat wtedy – skruszony, obserwowałem kobietę, która krzątała się po kuchni.
- Nie musi się pan nade mną litować. Pan Paul, jedynie potrącił mi z pensji i trochę pokrzyczał, a równie dobrze mógł mnie od razu zwolnić – powiedziała i zaczęła wycierać blaty.
- Jak to potrącił z pensji? To niesprawiedliwe, ale nie przejmuj się dopłacę Ci brakującą kwotę, w końcu to przeze mnie – ojciec jest naprawdę bezduszny. Wie, że biedna Julie ma chorego męża i potrzebuje pieniędzy na jego leczenie, które jest bardzo kosztowne. 
- Nie musi pan – zaprzestała wykonywaną czynność i spojrzała na mnie spod byka.
- Proszę, nie kłóć się ze mną, bo i tak nie wygrasz. I ile razy wspominałem, żebyś nie mówiła do mnie per pan? Znasz mnie od dziecka, a poza tym jestem od Ciebie dużo młodszy, więc mów do mnie po imieniu – rozkazałem, zakładając ręce na piersi.
- Pan Paul uważa to za brak szacunku wobec pracodawców, a nie chcę mu się bardziej narażać – zrobiłem młynek oczami. On i te jego popierdolone zasady.
- Nalegam. Jeśli nie zaczniesz używać mojego imienia zamiast 'pan', to już nigdy się do Ciebie nie odezwę – powiedziałem głosem nieznoszącym sprzeciwu.
- No dobrze, ale tylko, gdy w pobliżu nie będzie pana Paula – poddała się, posyłając mi ciepły uśmiech. W tylnej kieszeni spodni poczułem wibrację telefonu, co oznaczało, że dostałem wiadomość. Wyciągnąłem urządzenie i odblokowałem, a następnie otworzyłem sms'a. Harry napisał, że czeka na mnie za rogiem. Mamy zamiar śledzić Paula. Pożegnałem się z kobietą i wybiegłem z kuchni. Po drodze do drzwi frontowych złapałem jeszcze kurtkę, ponieważ pogoda na dworze pozostawiała wiele do życzenia i w każdej chwili mógł lunąć deszcz. Wsiadłem na miejsce pasażera obok Styles'a i cierpliwie czekaliśmy aż ojciec wyjdzie z domu.
- Myślisz, że to dobry pomysł? – wypalił nagle Harry.
- Nie mam innego wyjścia, a może to być jedyny sposób aby dowiedzieć się o jego przekrętach. Przez telefon mówił, że chce zabić byłego pracownika firmy i stanie się to jeszcze dziś – odparłem, a mój przyjaciel wyszczerzył oczy. Jeszcze nie wie, do czego tak naprawdę jest zdolny Paul Payne.
- Z-zabić? Jesteś pewien, że się nie przesłyszałeś?
- Nie jestem głuchy, Hazz – w tym momencie zobaczyliśmy jak drzwi od domu się otwierają, a przez nie wychodzi mój ojciec. Jak zawsze ubrany w jeden z najdroższych garniturów. W ręce trzymał czarny neseser, który zabrał z gabinetu i wrzucił go do bagażnika. Następnie wsiadł za kierownicę swojego mercedesa i ruszył w nieznanym nam kierunku.
- Jedź za nim, tylko nie za blisko – Styles odpalił silnik i zaczęliśmy powoli jechać za czarnym autem. Staraliśmy się utrzymywać taką odległość aby go nie zgubić, ale też żeby nie zorientował się, że jest śledzony. Wyjechaliśmy za miasto. Droga była bardzo wyboista, a wokół było zupełne pustkowie. Na niewielkim wzniesieniu ujrzeliśmy ogromny, zaniedbany budynek. To chyba jakaś opuszczona fabryka. Mercedes wjechał za bramę, a my zatrzymaliśmy się koło wielkich drzew za zakrętem. Wysiadłem z auta.
- Idziesz, czy zostajesz? – zapytałem, gdy zauważyłem jak mój przyjaciel się waha.
- Idę – wymamrotał cicho. Zamknął samochód i pobiegliśmy do budynku. W środku panował istny bajzel oraz czuć było stęchlizną. Okna były powybijane i pozabijane grubymi deskami. 
- Zerwijcie mu tę taśmę z ust, zanim go załatwię chcę jeszcze z nim porozmawiać! – usłyszałem znajomy głos, który roznosił się echem po całym korytarzu. Chcieliśmy zobaczyć co się dzieje, więc po cichu, omijając szkło oraz różne rzeczy porozrzucane na ziemi przeszliśmy do jednego z pomieszczeń. Przez dziury między deskami zobaczyłem Anthony'ego Carter'a, który siedział przywiązany do krzesła. Jego twarz była cała posiniaczona, a na czole i policzkach widniała zaschnięta krew. Za nim stało dwóch dryblasów, ubranych w skórzane kurtki i kominiarki, zaś przed nim mój ojciec oraz jeszcze jeden facet ubrany podobnie do niego.
- Zawsze wiedziałem, że jesteś fałszywy, Paul – Anthony splunął krwią.
- Nie bardziej niż ty. Myślisz, że nie wiedziałem o twojej beznadziejnej miłości do mojej zmarłej żony? Łaziłeś za nią jak piesek pod przykrywką najlepszego przyjaciela! – wycedził czterdziestopięciolatek i uderzył go z pięści w twarz, a mężczyzna zachwiał się razem z krzesłem, na którym siedział.
- I tylko dlatego chcesz mnie zgładzić? – zapytał słabym głosem, krzywiąc się przy tym z bólu. Świeża krew zaczęła ściekać z jego łuku brwiowego, wprost na brudną koszulę.
- Nie udawaj głupiego. Wiesz stanowczo za dużo, a nie mogę ryzykować, że nas sypniesz.
- Przejrzałem was dawno temu. Dowiedziałem się, o każdym przestępstwie jakie popełniliście. Zaczęło się od defraudacji 500 000 funtów z konta konkurencyjnej firmy Johna Harris'a, która zaraz po tym podupadła. Następnie ukartowana śmierć Eleny, przejęcie jej spadku, pranie brudnych pieniędzy, nielegalne umowy. Wszystko udało wam się idealnie zatuszować i nikt was o nic nie podejrzewa, a już od dawna powinniście siedzieć w pudle – na te słowa Harry zrobił wielkie oczy. Ja też w sumie nie wiedziałem o wszystkim. Ojciec ma jeszcze więcej na sumieniu niż się spodziewałem.
- Szkoda, bo nikt się o tym nie dowie. Przysiągłem sobie zabić każdego, kto stanie mi na drodze i będzie wiedzieć więcej niż potrzeba. Nie zawaham się nawet unicestwić Leny, czy jednego z moich synów – zaśmiał się złowieszczo. Lena i ja jesteśmy w ogromnym niebezpieczeństwie. 
- Nie pozwolę Ci zabić mojej córki! – wysyczał przez zęby ten drugi mężczyzna, który jak do tej pory siedział zupełnie cicho. Zaraz, zaraz. Córki?! To ojciec Leny?! Ten bydlak, który się nad nią znęca. Zacisnąłem szczękę i ręce najmocniej jak tylko potrafiłem, by nie pobiec tam i nie rzucić się na niego. Miałem ochotę zmasakrować mu twarz oraz połamać wszystkie kości, aby tylko nigdy więcej nie tknął mojej Leny.
- Zamknij się, Ian! Jeżeli będzie trzeba, to ona również zginie, więc lepiej żeby o niczym nie wiedziała – warknął Paul i zmierzył lodowatym wzrokiem Ian'a. Styles, stał koło mnie jak wryty i zaczął ciężko oddychać. Nagle rozbrzmiała stłumiona melodyjka telefonu. Wszyscy zaczęli rozglądać się w poszukiwaniu źródła dźwięku. Harry momentalnie wyłączył urządzenie, a jego twarz w mgnieniu oka pobladła.
- Ktoś tutaj chyba jest! George rusz się i sprawdź to – rozkazał ojciec Leny, a jeden z napakowanych gości zaczął kroczyć centralnie w stronę pomieszczenia, w którym się znajdowaliśmy.
- No to jesteśmy w dupie – mruknąłem cicho pod nosem i spanikowany szukałem jakiejkolwiek kryjówki. Zauważyłem metalową drabinę i pchnąłem mojego przyjaciela w jej stronę. Słyszeliśmy ciężkie kroki, które były coraz bliżej. Zaczęliśmy się wdrapywać po drabinie. Do naszych uszu dotarł głośny huk i jęk jakby ktoś zwijał się z bólu. 
- O kurwa! Kto zostawił tu te pieprzone kable?! – zaklął facet w kominiarce. Musiał się nieźle wyjebać. Gdy dotarliśmy na górę, położyłem się na brzuchu na drewnianych krokwiach, a Harry uczynił to samo. Odstępy między kolejnymi balami były dość spore, więc musieliśmy się modlić aby goryl nas nie zauważył. Obserwowaliśmy jak wchodzi do pomieszczenia i rozgląda się. Ściągnął kominiarkę. Przewracał wszystkie pudła jakie stały mu na drodze i zatrzymał się dokładnie pode mną. Zrobiło mi się cholernie gorąco, a moje serce przyspieszyło. Kropelka potu z mojej skroni spadła na policzek faceta. Wstrzymałem oddech, a Harry zacisnął mocno powieki. Oby tylko nie spojrzał w górę, oby tylko nie spojrzał w górę.
- Pierdolony dach znów przecieka – wytarł policzek rękawem kurtki. Zlustrował jeszcze pomieszczenie dookoła i po prostu wyszedł. Odetchnęliśmy z ulgą.
- Jezu, myślałem, że już po nas – powiedział cicho Styles.
- Wyłazimy – bezszelestnie wygramoliliśmy się na dół i stanęliśmy tam, gdzie na początku aby oglądać, co wydarzy się dalej.
- Sprawdziłem cały budynek. Nie ma tu oprócz nas innej żywej duszy – zameldował dryblas i wrócił na swoje miejsce.
- Dziwne. Jakieś ostatnie słowa Anthony? – Paul zwrócił się do Carter'a z szerokim uśmiechem. Czyżby zabijanie sprawiało mu taką przyjemność? To chore!
- Smaż się w piekle, Payne! – splunął mu prosto w twarz. 
- Z przyjemnością – z nesesera, który podał mu Ian, wyciągnął pistolet i wymierzył nim w Anthony'ego. Odbezpieczył broń i strzelił mu między oczy dwie kulki. Zastygłem w miejscu. Patrzyłem jak najlepszy przyjaciel mojej mamy umiera. Nic nie mogłem zrobić. Przed oczami przeleciały mi wszystkie obrazy z dzieciństwa, kiedy bawił się ze mną, a ja nazywałem go wujkiem. Czułem jak samotna łza spływa mi po twarzy.
- Stary, spierdalamy stąd – Harry, pociągnął mnie mocno za ramie, ale nie drgnąłem. Byłem w ogromnym szoku. Poczucie winy przeszywało mnie na wskroś. Nie pomogłem mu.
- Liam, musimy uciekać – złapał mnie za koszulkę i gwałtownie szarpnął moim ciałem. 
- Zatrzyjcie ślady, a zwłoki spalcie – wzdrygnąłem się, kiedy dotarły do mnie słowa ojca. Otrząsnąłem się i z Harry'm rzuciliśmy się do biegu. Na szczęście nikt nas nie zauważył. W pośpiechu wsiedliśmy do samochodu i odjechaliśmy.


Lena
- To co ty i Liam, hmm? – Monica szturchnęła mnie w żebro, śmiejąc się przy tym jak głupia.
- Och, przestań. Zachowujesz się jak dzieciak – uderzyłam w nią poduszką i zaśmiałam się, ponieważ przez to jej włosy wyglądały jakby kopnął ją prąd.
- Jesteś wredna – jęknęła zakładając ręce na piersi. - Ciekawość aż zżera mnie od środka, opowiadaj. Czekałam aż cztery dni, by dowiedzieć się co wydarzyło się na jeziorem i dłużej nie wytrzymam. Lena, zlituj się! – wymachiwała rękami jak opętana, co wyglądało prze komicznie. Wywróciłam oczami i postanowiłam skończyć jej mękę.
- Od czego by tu zacząć... nawet nie wyobrażasz sobie jak pięknie tam było, szczególnie nocą. Siedzieliśmy, rozmawialiśmy, obserwowaliśmy gwiazdy, kąpaliśmy się w jeziorze.
- Wymienialiście się śliną – wtrąciła blondynka. Obrzuciłam ją karcącym spojrzeniem. Ona zawsze wie jak popsuć atmosferę. 
- Sorry, nie mogłam się powstrzymać, ale już się zamykam – uśmiechnęła się niewinnie i podkuliła nogi pod brodę.
- Dowiedział się, że ojciec mnie bije. Podejrzewam, że Dani w jakiś sposób mu o tym powiedziała. Gdybyś widziała te furię w jego oczach i chęć mordu. Stwierdził, że gdy go spotka, to zabije gołymi rękami. No i obiecał mi, że nie pozwoli aby ktokolwiek mnie skrzywdził i... – nie dokończyłam zdania. Przygryzłam wargę i odwróciłam głowę speszona.
- Lena, czy ty się rumienisz? A do tego zawstydzona spuszczasz wzrok... O matko, wy... Spałaś z nim?! – pisnęła podekscytowana.
- Moni, proszę wyrażaj swoją nieopisaną radość troszeczkę ciszej. A wracając do twojego pytania, tak spałam z Liamem.
- Gadaj, jak było tylko ze szczegółami – poruszyła zabawnie brwiami, a ja miałam ochotę zapaść się pod ziemię i nie wyjść przez najbliższe dwieście lat.
- Monico Anne Stone! – krzyknęłam zirytowana do granic możliwości. Ta dziewczyna nigdy nie przestanie mnie zadziwiać.
- Ok, nie chcesz, to nie mów – uniosła ręce w poddańczym geście. 
- A jak układa Ci się z Harrym? – spytałam szybko aby nie ciągnąć dalej poprzedniego tematu. Mimika twarzy mojej przyjaciółki automatycznie zmieniła się na przygnębioną.
- Nie jesteśmy razem długo, na początku było wszystko ładnie, pięknie. Ostatnio mam wrażenie, że coraz bardziej się od siebie oddalamy. Nie spotykamy się tyle co kiedyś. Potrafiliśmy codziennie przesiadywać godzinami i rozmawiać, a teraz ledwo wymieniamy ze sobą cztery sms'y dziennie. O reszcie już nie wspomnę – przytuliłam ją do siebie aby wiedziała, że ma we mnie wsparcie.
- Porozmawiaj z nim, może ma jakiś problem? – zaproponowałam, a blondynka potaknęła.
- Dziękuję, ale nie wiem czy to coś zmieni. Harry jest strasznie upa... – nie dokończyła, bo przerwało jej ciche pukanie do drzwi mojego pokoju.
- Proszę.
- Hej. Nie przeszkadzam? – Ryan, wychylił głowę zza brązowych drzwi.
-Nie, skąd. Pakuj się do środka – posłałam mu szeroki uśmiech i gestem ręki zaprosiłam do pomieszczenia. Blondyn pojechał wózkiem koło łóżka i tam się zatrzymał.
- Wy się jeszcze nie znacie. To jest Monica – moja najlepsza przyjaciółka, a to Ryan – starszy brat Liama – przedstawiłam ich sobie. Uścisnęli sobie ręce, przy okazji wymieniając się szczerymi uśmiechami. Nie spodziewałam się, że Ryan tak miło powita Moni. Co prawda od kilku dni humor znacznie mu dopisuje, ale trzeba pamiętać, że jest zmienny jak baba podczas okresu.
- Lena, pamiętasz jak mówiłaś mi o tej pracy w domu kultury? – o kurcze, wyskoczył z tym pytaniem jak filip z konopi. Skinęłam głową i dałam mu znak aby kontynuował.
- Jeżeli to nadal aktualne, chciałbym jednak uczyć gry na gitarze – spojrzał na mnie z nadzieją, a ja otworzyłam buzię ze zdziwienia.
- Masz szczęście, nie znaleźli nikogo odpowiedniego. Co Cię skłoniło, by zgodzić się przyjąć tę posadę? – dopytywałam, ponieważ zaczęła zżerać mnie ciekawość, tak jak Monicę dzisiaj.
- Rozmawiałem o tym z psychologiem, Liamem i ciocią Adrianą, no i pomyślałem sobie, że muszę się przełamać. Twoje słowa również dały mi wiele do myślenia, za co bardzo dziękuję.
- Nawet nie wiesz jak się cieszę – rozłożyłam ramiona i zamknęłam go w krótkim uścisku. Zaśmiał się i pogładził mnie po plecach. Gdy się już od niego oderwałam zorientowałam się, że nie spuszczał wzroku z mojej przyjaciółki, a ona z niego. Przez następne dwie godziny rozmawialiśmy i śmialiśmy się jakbyśmy znali się od lat. Nie wiem co wstąpiło w Ryana, ale gadał z Monicą jak najęty. Byłam co najmniej w szoku.


***


Po kąpieli, owinięta w ręcznik wyszłam z łazienki. W pokoju było ciemno, ponieważ była godzina dwudziesta pierwsza. Zapaliłam światło i podeszłam do komody aby wziąć ubranie do spania.
- No, no ładne mam widoki – usłyszałam gwizdanie, odwróciłam się i zobaczyłam Liama rozłożonego na moim łóżku z cwaniackim uśmieszkiem na twarzy.
- Chcesz żebym dostała zawału? – zapytałam z wyrzutem i cicho zachichotałam.
- Zawału to mogę dostać ja na twój widok, kochanie – zlustrował mnie wzrokiem od góry do dołu. Dopiero teraz zorientowałam się, że jest bez koszulki. No tak, w końcu trzeba się chwalić kaloryferem na lewo i prawo. Czy on musi być tak kurewsko pociągający?
- Jasne, jasne już mi tak nie słódź, Payne – zabrałam rzeczy i znów zniknęłam za drzwiami łazienki, aby się przebrać. Gdy z niej wyszłam, od razu wpadłam w ramiona Liama, który opierał się o framugę drzwi. Czule pocałował moje czoło i jedną ręką uniósł nad ziemię, okręcając kilka razy wokół własnej osi. Zarzuciłam mu ręce na szyję i cicho pisnęłam.
- Kocham Cię – powiedział, patrząc mi prosto w oczy.
- Ja Ciebie też – już mieliśmy się pocałować, ale przeszkodziło nam pukanie do drzwi.
- Leno, jesteś tam? – oboje zrobiliśmy wielkie oczy, gdy rozpoznaliśmy głos Paula. Nie myśląc dłużej z wielkim oporem wepchnęłam młodego Payne'a do łazienki i poszłam otworzyć.
- Coś się stało? – zmarszczyłam brwi, gdy zobaczyłam jego skonsternowaną minę.
- Ktoś jest z tobą w pokoju, bo wydawało mi się, że słyszałem jak z kimś rozmawiasz – o kurde, czy on stoi za drzwiami i mnie szpieguje? 
- Yyy... nie... um... włączyłam telewizor i rozmawiałam przez telefon z moją przyjaciółką, stąd te głosy – zaczęłam się jąkać, trochę zajęło mi wymyślenie odpowiedniego kłamstwa. Mężczyzna cały czas zerkał przez moje ramię do środka.
- Ach, rozumiem. Przepraszam, że Cię niepokoję, ale chciałem to sprawdzić – gdyby tylko wiedział, że właśnie sprzedałam mu najtańszą wymówkę świata.
- Nic nie szkodzi. Wybacz, ale jestem śpiąca i chce się położyć – uśmiechnęłam się najładniej jak tylko potrafiłam, ponieważ chciałam go jak najszybciej spławić.
- Dobranoc, śpij dobrze, Leno – sięgnął po moją dłoń aby ją pocałować, ale nagle zamiast tego zaczął się jej dziwnie przyglądać. O co mu znów chodzi?
- Dlaczego nie nosisz pierścionka zaręczynowego? – w tym momencie miałam nieodpartą ochotę zamknąć mu drzwi przed nosem.
- Um... no wiesz jest bardzo drogi, boje się, że go zgubię, więc nie noszę go na co dzień – kolejne kłamstwo. Tak naprawdę zdjęłam go długi czas temu, bo gdy tylko na niego spojrzałam czułam do siebie obrzydzenie, ale tego nie zauważył aż do teraz. Jego pieprzona spostrzegawczość.
- Gdybyś zgubiła to kupiłbym Ci drugi, pieniądze nie grają żadnej roli, pamiętaj. Dobranoc – pocałował mnie w rękę i poszedł do swojej sypialni. Trzepnęłam drzwiami, mogąc wreszcie odetchnąć z ulgą, że się go pozbyłam.
- Miałem ochotę wyskoczyć i się na niego rzucić – Liam chwycił mnie w talii i mocno przytulił do siebie.
- Serio? Wiesz, że skończyło by się to bardzo źle – jeszcze bardziej się w niego wtuliłam i wyczułam, że jest cały spięty.
- Po prostu nie lubię, gdy się do Ciebie zbliża. Nawet nie zdajesz sobie sprawy, jak bardzo jest niebezpieczny – delikatnie odsunął mnie od siebie.
- Co masz na myśli mówiąc, że jest niebezpieczny? – spytałam i pogładziłam go po policzku. Zmrużył oczy, wzdychając ciężko.
- To morderca – Payne wymamrotał coś pod nosem kompletnie niezrozumiale.
- Możesz powtórzyć?
- To kłamca – odparł, ale miałam wrażenie, że to nie było to co powiedział wcześniej. Spojrzałam na niego podejrzliwie. Liam, nie mówi mi wszystkiego.
- Ale dość już o nim – powiedział i podniósł mnie z taką łatwością jakbym warzyła tyle co piórko, a następnie położył mnie na łóżku i zawisł nade mną. Pociągnęłam go za łańcuszek z krzyżykiem i złączyliśmy usta w namiętnym pocałunku. Po kilku minutach musieliśmy się od siebie oderwać z powodu braku tchu. Liam musnął jeszcze moją skroń, a później położył się obok mnie. Leżałam wtulona w jego bok, w jego bezpiecznych ramionach. Prawie co wieczór zostaje ze mną dopóki nie zasnę. Oczywiście, liczymy się z tym, że kilka metrów od nas jest Paul, ale czego nie wie to go nie zaboli.



_______________________________________________
Hejka misiaczki :*
Z przykrością informuję was, że do końca zostały już tylko 3 rozdziały + epilog.
Tymczasem piszcie swoje opinię o dwunastce.
Wydało się, że Ian - ojciec Leny jest wspólnikiem Paula. Przyznawać się bez bicia kto z was już wcześniej to przewidział?
Zdradzę wam, że jeszcze zginą co najmniej dwie osoby w porywach do trzech. A kto to będzie, dowiecie się w kolejnych rozdziałach.
Wkurza was Paul jak przeszkadza w momentach Leny i Liama? 
A nikt jeszcze nie pisał nic o Ryanie, więc co o nim myślicie?
Dziękuję za komentarze <3 
Następny najprawdopodobniej w weekend, bo mam teraz masę nauki, ale rozdział jest prawie gotowy tylko będę musiała znaleźć chwilę by go opublikować :)
xx
CZYTASZ = KOMENTUJESZ

17 komentarzy:

  1. Rozdział jest cudowny, szkoda że to już niedługo koniec... Nie myślałaś o drugiej części : pp
    Jak zaczyna się najlepiej to powoli koniec : c
    Ogólnie rozdział jest cudowny. :)
    http://secret-hill.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. jejciu taka zakazana miłość ♥ po prostu cudowny rozdział ;**

    OdpowiedzUsuń
  3. Jak ja kocham takie blogi. Ta tenatyka jest taka bliska mojemu sercu. Zawdze jak czytam u Ciebie rozdziały to przeżywam to jakbym tam była i w tym wszystkim uczestniczyła. Szkoda, że kończysz bloga na piętnastym rozdziale bo teraz wszystko nabrało tempa.
    Czekam na kolejny rozdział i życzę Ci dużo weny.
    Pozdrawiam.

    www.secret-harrystyles.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  4. Uwielbiam Ryana i w sumie gdyby był z Monicą to cholernie bym się cieszyła :D
    tylko trzy rozdziały :'(
    Przynajmniej mam nadzieje ze skończy się dobrze dla Leny i Liama ^^
    Swietny rozdział
    tyle emocji ;*

    OdpowiedzUsuń
  5. Rozdział świetny normalnie jak w Ojcu Chrzestnym xd
    Taka mafioza,brutalność na pierwszym miejscu.I nasza zakochana para w tym okrutnym świecie.Czy to nie romantyczne ? :D
    Świetny rozdział weny! :)

    Również zapraszam do mnie na 4 rozdział http://liampaynejade1d.blogspot.com/2015/05/rozdzia-4.html

    OdpowiedzUsuń
  6. Wiedziałam! Woedziałam że to ojcoec Leny.. nawet nie mogę uwierzyć że można swoje dziecko plątać w coś takoego. A Liam jest cudowny :D czekam na kolejny rozdział:D

    OdpowiedzUsuń
  7. o rany! :o
    nie mam słów xd
    świetne! :o
    czekam na dalsze rozdziały, życzę powodzenia :)
    http://art-of-killing.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  8. Jak 3 rozdziały i epilog?! Czemu?! Bede płakać :'(

    Super rozdział :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Rozdział super! Jak zwykle :) Proszę nie kończ tego tak szybko!
    Zapraszam na rozdział 11 i nowy szablon!
    http://you-are-my-property-honey.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  10. Coś długo nie dodajesz rozdziałów

    OdpowiedzUsuń
  11. Proszę szybko o rozdział! Ty nas katujesz!
    Zapraszam do mnie na rozdział dwunasty :) Mam nadzieję, że skomentujesz jak zwykle :)
    http://you-are-my-property-honey.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń